Jesteś lwicą czy kwoką młoda mamo?


 Pół roku temu urodziłam…pamiętam tą ciekawość, to czekanie, ten ból, smak niewiadomej i słodko-gorzki smak poznawania. Poznawania czym tak naprawdę jest miłość, oddanie, zatracenie, dojrzałość i odpowiedzialność. Lęk i przeczucie że jednak sobie poradzę, że dam radę , bo poprostu muszę, bo nie mam wyjścia.

31 marca wtorek godzina 6.45. Chłodny norweski poranek, taki trochę jak z filmu. 
Siedzimy w aucie przed szpitalem. Nic mnie nie boli. Nie wiem o czym myślę, chociaż myślę o wszystkim. Nic do mnie nie dociera. Nie wiem co czuję, choć czuję wszystko. Nagle w głowie pojawia się myśl: włącz jakąś piosenke. Najlepiej Chylińskiej. Potrzebujesz teraz siły. Odpalam byle którą, pierwszą z brzegu , z głośników leci…dzisiaj umrzesz i narodzisz się na nowo…. Nie wiem co to za tytuł, już go pewnie nie odnajdę. Fakt faktem trafiony w punkt. 

I umarłam. Nie ma już starej mnie. Gdzieś znikła…odeszła, nie machając. Choć jej obraz mam w sercu. Pamiętam jaka była ale już się raczej nie zobaczymy.
 A kto przyszedł? Kim jest ta 24latka z chłopcem w ramionach? Kim się stała przez ten jeden dzień? Czego teraz chce i czemu to co byo ważne rok temu przestało mieć znaczenie?

Szukać jej czy dać sobie spokój? Być już tylko w matką, żoną i kochanką? Ja postanowiłam szukać, ułożyć ją na nowo. Czesm trudno pogodzić się z rzeczywistościa, z teraźniejszościa. Zaakceptować ją i siebie i być szczęsliwym myśląc że w sumie jest dobrze, że jest tak jak powinno być chociaż mogło być inaczej.

Dlaczego tu zostałam? Jeszcze wczoraj mogłam być daleko stąd a dzisiaj…no cóż,każdy wie, …dzisiaj pada deszcz.

Daję radę, czuję, że jest ok choć czasem wyjść i nie wrócić jest bardzo pociągającą alternatywą na ułożenie sobie życia. Ile z nas  wracając z pracy, chce skręcić w inną drogę?

Czy my zawsze musimy myśleć co by było gdyby…czy to gdybanie ma jakikolwiek sens? a jednak, trochę nam ułatwia tą egzystencje…sprawia, że nasze życie jest bardziej kolorowe…bardziej szare, niestety. Suma sumarum szary też kolorem jest.

Ważne jest żeby nie odcinać się od wszystkiego już po. Pamiętać o sobie. Mysleć o sobie.

Po porodzie w kobiecie rodzi się albo lwica albo kwoka. Teraz wiem że oba te zwierza budzą się w nas i wygra ten, który jest karmiony, no wiesz, jak z tymi wilkami…  Tak własnie jest. Znów wybieramy. I albo odpuszczamy sobie albo walczymy o siebie, mimo sprzeciwów i krzywych spojrzeń kobiet, które się poddały już na starcie.


Leave a Reply