rozdwojone końcówki

Czuję je i widzę. Wiem że są. Nic z nimi nie zrobię. Zawsze się rozdwoją, potargają, nie ułożą tak jak chce. A na koniec stwierdzam że jest nawet ok. Że podoba mi się ich rozdwojenie, poczochranie i że mogę tak żyć. Bez balsamów i odżywek. Bez martwienia się, ze znów pewnie się coś rozdwoi, coś się znowu nie ułoży.
 Ktoś mnie znowu zostawi a ktoś inny okłamie uśmiechając się przyjaźnie i po przyjacielsku dłoń podając. . 
Odległość i czas weryfikują więzi, zmieniają i dają odpowiedzi nie pytane. 
Są prawdy, których wolałabym nie poznać i pytania, których wolałabym nie zadać. 
Za dużo wymijających spojrzeń i słów wypowiedzianych zbyt szybko, zbyt niewyraźnie…przypalonych zielonym i przepitych czerwonym.
 Znajomi przeszłości są najbliżej.Blisko do bólu. Być może nawet mają tu interesik niewinny. 
Jestem cholerną idealistką. Jak miłość to do końca, jak przyjaźń to…dopóki się nie zmienimy…dopóki będziemy się rozpoznawać i dopóki nie zadamy sobie pytania “co się stało?” i w którym międzyczasie… 
dźga mnie to czasem, zbyt bardzo…zbyt tkliwie i zbyt dosłownie…
nie chce nic pomiędzy…nie chce kompromisów ani ustępstw…
Drogi się rozchodzą a końcówki rozdwajają.

Leave a Reply